wtorek, 29 maja 2018

Książę na białym koniu naprawdę istnieje!

Ramadanowa Oaza Spokoju


Szczerze mało mnie tutaj ostatnio, ale w końcu święta. Czas Ramadanu w tym roku nie jest dla mnie zbyt produktywny, a zmuszać się przecież do pisania nie będę skoro moja wena gdzieś uleciała. Może poszybowała do Polski? Możliwe, że zniknęła razem z postem i wkrótce powróci. W każdym razie oprócz jej braku, co wiąże się z tym, iż jest mnie tutaj ostatnio niewiele to również wszelkie plany zostały niezrealizowane typu: 

Zrobienie z dziećmi Ramadanowych dekoracji itp.

Jednak nie wszystko jeszcze przesądzone póki święto trwa wszystko może się zdarzyć.

W każdym razie ostatnio byłam w parku z rodzinką i nie uwierzycie, ale bez telefonu i żadnych rozpraszających urządzeń tego typu. Cieszyłam się spędzonym tam czasem tak po prostu, gapiłam na piękne czyste niebo z kilkoma białymi jak śnieg chmurkami i po prostu chłonęłam te chwilę. W tym momencie też po raz pierwszy od dłuższego czasu pomyślałam, że nic nie muszę, totalnie nic. Nie muszę mieć weny ani robić milionów zdjęć. Blog jest dla mnie, a nie ja dla bloga. Wiadomo nie od dziś, że też dla czytelników, bo to w dużej mierze oni go tworzą, ale oni mają wybór. Macie wybór czy chcecie to czytać czy jednak wolicie coś innego. Kto chce tu być to zostanie, zrozumie i poczeka cierpliwie, bo najwidoczniej coś mu się jednak spodobało w tym moim małym kawałku internetowej ziemi. Nikogo przecież tutaj na  siłę trzymać nie będę. 

Poczułam ulgę i wolność.  

Już nawet nie chodzi o tego bloga i wpisy na nim, lecz o taką wolność od elektroniki, myśli, które mówiły, a to by było fajnie zrobić zdjęcie/filmik w tym momencie, a to i tamto warto byłoby opisać na blogu lub wrzucić w social media. Taka trochę pomału obsesja mnie ogarniała. Na szczęście uwolniłam się od tego uczucia. Wiem, iż może ono jeszcze powrócić nieraz, ale teraz już jestem na nie przygotowana. Nie dziwią już mnie częste wpisy i artykuły ostatnio ukazujące się praktycznie wszędzie o tym by wylogować się do życia. Niby jako blogger nie powinnam tego mówić, ponieważ jak wszyscy się wylogujecie to nie będzie miał kto mnie czytać. Jednak taki internetowy detox jest jak na wagę złota, a i tak się kiedyś przecież z niego wraca. Coraz mniej zależy mi na super statystykach, komentarzach, polubieniach. Jasne to jest miłe, czasami nawet bardzo i daje jakiś tam obraz tego co się podoba bardziej lub mniej, ewentualnie wcale. Niestety często jest wymuszone. W sumie chyba po to ludzie wrzucają swoje zdjęcia z życia, filmiki itd. aby otrzymać ten odzew od znajomych. Mnie to już na tą obecną chwilę przestało dotyczyć. 

Wiem, że taki wpis jest trochę tak jakbym strzeliła sobie sama kulą w nogę, bo najlepiej się nie przyznawać do kryzysu twórczego czy jakiegokolwiek, a co tu mówić swoim czytelnikom o detoksie od internetu/social mediów i przeżywaniu danej chwili, w której się znajdują w pełni bez zagłuszaczy jakimi są wszelkie elektroniki włączając w to telefony. Jednakże ja po prostu nie umiem inaczej jak być z każdym uczciwą i szczerą. Dotyczy to również czytelników bloga. Ładujemy, więc baterie. Ja już trochę je załadowałam stąd ten dzisiejszy wpis. I pewnie wkrótce powrócę jak bumerang razem z moją weną, silniejsza z nowymi doświadczeniami i przeżyciami. Na razie jestem taką Ramadanową Oazą Spokoju i lepiej niech już na zawsze tak zostanie, a reszta przyjdzie z czasem.


Książę na białym koniu naprawdę istnieje!




Nie zostawię was tak tylko z tymi moim blogowo- życiowymi rozważaniami. Na sam koniec mam coś extra. Prawda, że już nikt z was nie wierzy w bajki o tym, że pewnego dnia u waszych drzwi zawita książę i zabierze was piękne księżniczki gdzieś daleko w dal i od tej pory będziecie żyć długo i szczęśliwie?

Kobiety drogie pewnie nieraz słyszałyście: 

"Nie czekaj na księcia",

"Książę na białym koniu, który Cię stąd zabierze nigdy się nie pojawi, bo on istnieje tylko w bajkach. W rzeczywistości nigdy go nie uraczysz"

"Przestań czekać na księcia na białym koniu."

To ja dziś zdradzę Ci prawdziwy sekret taki w sam raz pod te zbliżające się wakacje. Wszystkie romantyczne dusze na pewno się ucieszą. Mianowicie ogłaszam wszem i wobec, że książę na białym koniu na prawdę istnieje! 

Nie jest to wcale tylko bajka. Co więcej mieszka on w Indiach. Czy ktoś może już powiązał fakty? Dobra, niech Ci będzie może nie do końca taki prawdziwy książę z niebieską krwią, ale przecież Ci nasi mężczyźni, których kochamy to takie trochę nasze książęta jakby nie było. W każdym razie wyjaśniam, że w niektórych stanach Indii jest taka piękna ślubna tradycja, że przyszły mąż ze swojego miejsca zamieszkania w wspaniałym stroju iście książęcym powiedziałabym wręcz, jedzie na (uwaga szok dla niektórych!) na białym koniu do swej królewny (czyt. przyszłej żony) i to z całym orszakiem ślubnym. Tak jak widzimy, więc książę na białym koniu naprawdę istnieje trzeba go tylko dobrze poszukać, a i nie bać się zaznać również tradycji innych kulturo oprócz naszych. Wszystko jest wtedy możliwe. Nawet coś tak odrealnionego jak książę na białym koniu!

To jak kto z was się ucieszył, że książę na białym koniu naprawdę istnieje? Spodziewaliście się tego? 

PS - Scenę z takiego tradycyjnego indyjskiego orszaku ślubnego możecie zobaczyć m.in. w filmie "Vivah "( pl. Poślubiona) lub w telenoweli "Balika Vadu". Przy okazji polecam zarówno film jak i telenowele. Warte obejrzenia w całości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tutaj zostaw swoja opinie: